Wydanie nr 11 z dnia 07.06.2018

Pełnomocnik rządu na Podbeskidziu

Rozprawić się ze smogiem

Rząd chce współpracować z samorządami w walce ze smogiem. Przedstawiciel premiera spotkał się w tej sprawie z władzami Bielska-Białej.

Na Podbeskidziu gościł niedawno Piotr Woźny, pełnomocnik premiera ds. programu „Czyste powietrze” O swoich działaniach opowiadał dziennikarzom na konferencji prasowej zorganizowanej w biurze posła Grzegorza Pudy. Temat smogu dotyczy całej Polski, ale w szczególności 33 miejscowości, które znalazły się na liście Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) pięćdziesięciu najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie. Są wśród nich – przypomnijmy – zarówno Bielsko-Biała, jak i Żywiec. 23 z nich liczą poniżej 100 tysięcy mieszkańców, a dziesięć – powyżej. Z tych dziesięciu aż osiem leży na terenie województwa śląskiego.

– Spotkałem się z władzami Bielska-Białej, by określić, w jaki sposób rząd może pomóc miastu. Zza biurka w Warszawie nie widać, jak to tutaj wygląda. Teraz czekam na zestaw szczegółowych informacji od władz miasta – mówił Piotr Woźny. Współpraca rządu z miastami jest konieczna, bo – jak podkreślał minister – ani rząd, ani samorządy nie rozwiążą problemu, działając w pojedynkę.

Co w palącej kwestii smogu zamierza rząd? Przede wszystkim wprowadza normy – te dla kotłów już weszły w życie, a wkrótce mają się pojawić normy dla paliw. To sprawi, że konsumenci będą mogli żądać świadectwa jakości i tym samym dowiedzieć się, jakiej jakości paliwo kupują. Dzisiaj nie mają żadnych narzędzi, żeby to sprawdzić. W całej Polsce ma zacząć obowiązywać bezwzględny zakaz palenia mułem i flotem. Rząd pracuje nad uproszczeniem procedur pozyskiwania środków z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Stara się też zlikwidować absurdy. – Obecnie strażnicy miejscy mają prawo sprawdzać, czy ktoś nie łamie przepisów uchwały antysmogowej, ale nie mają prawa wystawić mandatu i muszą dzwonić do kolegów policjantów. To paranoja – przyznał pełnomocnik.

Pytany o konkretne pieniądze podkreślał, że pieniądze to nie problem, trzeba tylko stworzyć mądry system ich wydawania. – Program Infrastruktura i Środowisko przewiduje miliard złotych dla województwa śląskiego, przeznaczonych na kompleksową likwidację niskiej emisji. To są gigantyczne pieniądze. To jest skarbonka i chciałbym ułatwić samorządom dostęp do niej – podkreślał minister.

Piotr Woźny podkreślał, że nie sposób od razu rozwiązać wszystkich problemów, sytuacja nie zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przypomniał, że pierwszy raport Najwyższej Izby Kontroli, który mówił o fatalnej jakości powietrza w Polsce, powstał w 2000 roku.

Pozostaje jeszcze pytanie, co z mułem i flotem, skoro ich spalanie będzie zabronione? – 10-15 procent mojego czasu w ciągu tygodnia to są spotkania z tzw. genialnymi wynalazcami, którzy mają pomysły, jak rozwiązać takie i wszystkie inne problemy – żartował minister. – Ale na dzień dzisiejszy nie mogę powiedzieć, jak to zostanie rozwiązane. Są pewne technologie, które pozwalają zagospodarować te odpady i doprowadzić do tego, by były wykorzystywane do produkcji paliw – mówił, wyrażając nadzieję, że tak właśnie się stanie.

(wm)


Bestwina rozbiła bank

Konkurs na szóstkę

Sześć lokalnych szkół otrzyma dofinansowanie z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Dzięki temu otworzą nowoczesne „zielone pracownie”.

W Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach rozstrzygnięto czwartą edycję konkursu pod nazwą „Zielona Pracownia”, którego przedmiotem było utworzenie ekopracowni na potrzeby nauk przyrodniczych, biologicznych, ekologicznych, geograficznych, chemiczno-fizycznych czy geologicznych. Rozpatrywano aż 127 wniosków z całego województwa. 68 z nich otrzymało dofinansowanie, które w sumie wyniesie dwa miliony złotych. – Oceniano przede wszystkim różnorodność pomocy dydaktycznych oraz wyposażenia pracowni w zależności od grup wiekowych uczniów. Istotnym kryterium wyboru był także pomysł na zagospodarowanie pracowni, jej funkcjonalność, wykorzystanie przestrzeni oraz innowacyjność zaproponowanych rozwiązań. Pod uwagę wzięto również dostosowanie i wykorzystanie pracowni przez jak największą liczbę uczniów – tłumaczą pracownicy Funduszu.

Po 30 tysięcy złotych trafi do sześciu lokalnych placówek oświatowych. Środki na swoje pracownie otrzymają Szkoła Podstawowa nr 32 i SP nr 27 w Bielsku-Białej oraz Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 2 w Czechowicach-Dziedzicach. Natomiast bank rozbiły szkoły z gminy Bestwina, bo aż trzy z sukcesem zakończyły ostatni konkurs. Środki otrzymają zespoły szkolno-przedszkolne z Bestwiny, Bestwinki i Kaniowa.

Z sukcesu bestwińskich szkół cieszy się wójt Artur Beniowski. – Nie było to nasze pierwsze podejście do tematu. Opłaciła się cierpliwość i dopracowywanie naszych wniosków. Dziękuję nauczycielom i dyrekcjom, które pilotowały te przedsięwzięcia. Nasze placówki otrzymają nie tylko pieniądze na nowe umeblowanie czy wyposażenie sal, ale przede wszystkim na nowoczesny sprzęt. Dzięki temu będziemy mogli podnosić świadomość ekologiczną w naszej gminie wśród najmłodszych mieszkańców. To na pewno zaprocentuje w przyszłości – komentuje gospodarz Bestwiny.

(mk)


Tym razem w Wapienicy

Dzikie wysypiska wciąż straszą

Gdy w połowie 2013 roku weszły w życie nowe zasady prowadzenia gospodarki odpadami komunalnymi na terenie gmin, prawie wszyscy piali z zachwytu, twierdząc że nowe ustawodawstwo raz na zawsze rozwiąże problem dzikich wysypisk. Życie pokazało, że racji nie mieli!

Skoro bowiem wszyscy – twierdzono wówczas – uiszczać będą na rzecz gminy tak zwaną opłatę śmieciową, a w zamian za to z ich posesji odbierane będą odpadki, nikomu nie będzie się już opłacało pozbywać się śmieci pokątnie, czyli wywozić ich do lasu, nad rzekę czy na pole. Zwłaszcza że wysokość opłaty jest w każdej gminie zryczałtowana i nie zależy od tego, kto ile śmieci „wyprodukuje”. Zasada jest prosta: wszyscy płacą tyle samo i od wszystkich wszystkie śmieci są zabierane. Tymczasem czas mija, mieszkańcy opłatę uiszczają jak należy, a dzikie wysypiska jak były, tak są. No, może jest ich trochę mniej, lecz wcale nie zniknęły z polskiego krajobrazu. Mają się dobrze i wciąż pojawiają się nowe.

Podczas majowej sesji Rady Miejskiej w Bielsku-Białej ich temat powrócił za sprawą interpelacji jednego z radnych. – Od dłuższego czasu na terenie stacji PKP w sąsiedztwie przystanku autobusowego w Wapienicy powstawało wysypisko śmieci. Najpierw niewinne, małe, ale obecnie jest już bardzo duże – skarżył się radny sugerując, aby władze miasta coś z tym zrobiły i uprzątnęły śmieci we własnym zakresie, a następnie obciążyły kosztami właściciela terenu – czyli PKP. Tu wyjaśnienie. Za uprzątnięcie dzikiego wysypiska odpowiedzialny jest właściciel gruntu. I nie ma znaczenia, że to nie on napaskudził, a w całej sytuacji jest osobą poszkodowaną. Skoro nie upilnował własnej działki, musi wywieźć śmieci na własny koszt. Jeśli tego nie zrobi, zrobi to za niego gmina i wystawi mu rachunek. Nawet gdy uda się jakimś cudem ustalić kto odpady wyrzucił, dochodzenie od niego zadośćuczynienia na drodze cywilnoprawnej jest zazwyczaj wyjątkowo trudnym wyzwaniem.

Sprawa wysypiska przy stacji w Wapienicy jest w ratuszu znana – przyznał podczas sesji wiceprezydent Bielska-Białej Waldemar Jędrusiński. Między innymi badała ją straż miejska. Strażnicy ustalili, że śmieci leżą faktycznie na terenie PKP. – Mamy zapewnienie kolejarzy, że zostaną wywiezione do czerwca – poinformował w maju wiceprezydent dodając, że w związku z toczącym się postępowaniem oraz obietnicą ze strony PKP, gmina na razie wstrzymała się z interwencyjnym uprzątnięciem odpadów.

Gdy pod koniec maja odwiedziliśmy Wapienicę, faktycznie – tak jak zapewniali kolejarze – wysypisko było właśnie likwidowane. Na jak długo? Pytanie to nie jest bezzasadne. Bardzo często jest tak, że w miejscach, w których raz pojawiła się góra śmieci, po ich uprzątnięciu pojawia się na nowo. Bo tych, którzy je tam wyrzucają, okoliczność, że odpady są później wywożone przez służby miejskie, utwierdza tylko w przekonaniu, iż można je tam pozostawiać.

Czemu tak się dzieje? Powodów jest wiele, ale wyjaśnić to można w prosty sposób. Otóż wspaniały, szczelny i dopracowany system gospodarki odpadami jest tak naprawdę dziurawy jak ser szwajcarski. Tymczasem rząd zafundował nam kolejne zmiany w ustawie śmieciowej, które bynajmniej do likwidacji dzikich wysypisk się nie przyczynią. Wręcz przeciwnie, mogą zachęcić kolejnych do pozbywania się „niestandardowych” odpadów w pokątny sposób.

(map)


Do druku: PDF

Wydanie nr 10 z dnia 24.05.2018

Sprzątnij po pupilu!

„Wiosna wybuchła mi prosto w twarz” – śpiewa popularny wokalista Organek, a razem z wiosną „wybuchły” – to już refleksja mieszkanki Bielska – psie odchody na trawnikach.

Liczą gwiazdy

Mieszkanka osiedla Złote Łany woli zachować anonimowość, gdyż właściciele psiaków bywają znacznie bardziej agresywni niż ich czworonożni pupile. – Czy naprawdę nie można skutecznie rozwiązać tego problemu? Na psie odchody można się natknąć na skwerach, w parkach, a nawet przy placach zabaw dla dzieci. Może to nie jest największy problem, ale naprawdę mam już dość – mówi.

To nie tylko jej opinia. Na niedawnym zebraniu Rady Osiedla Złote Łany temat podjęli też inni mieszkańcy. Jeden z nich przedstawiał sytuację obrazowo: kiedy piesek załatwia swoją potrzebę, jego właściciel patrzy w niebo, jakby liczył gwiazdy. Piesek kończy, właściciel udaje, że nic się nie wydarzyło i spokojnie idzie dalej. A jeżeli zwróci się mu uwagę, to trzeba uważać, żeby nie dostać w twarz.

Strażnicy edukują

Mieszkańcy pytali strażników miejskich o liczbę wystawionych mandatów. Ci odpowiadali, że nie tyle chodzi o karanie, co uświadamianie mieszkańców. „Kronika” poprosiła o konkretne dane. Z uzyskanej w bielskiej Straży Miejskiej odpowiedzi wynika, że strażnicy prowadzą kampanię społeczną pod hasłem „DOGadaj się ze mną”, skierowaną do właścicieli psów. Jej ideą jest zwrócenie uwagi posiadaczom psów na ich obowiązki, między innymi (bo nie tylko) sprzątania po swoim pupilu. Strażnicy w ramach kampanii rozdają zestawy higieniczne na psie odchody. W 2017 roku rozdano ponad dwa tysiące takich zestawów. Strażnicy prowadzą też działania edukacyjne w przedszkolach i szkołach. W 2017 roku patrol szkolny Referatu do spraw Ochrony Środowiska i Profilaktyki przeprowadził 38 prelekcji, w których wzięło udział ponad 700 dzieci. W tym roku było już 19 prelekcji, w których wzięło udział ponad 400 dzieci.

A co z karaniem? Okazuje się, że w ubiegłym roku do Straży Miejskiej zgłoszono tylko jedną interwencję dotyczącą właściciela psa, który nie posprzątał po swoim psiaku – mężczyzna został ukarany mandatem karnym. Ponadto sami strażnicy podczas wykonywania czynności ukarali cztery osoby mandatami. W stosunku do sześciu osób zastosowali pouczenie, a w jednym przypadku skierowali wniosek o ukaranie do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej. W bieżącym roku nie strażnicy nie przyjęli jak dotąd żadnego zgłoszenia w sprawie psich nieczystości. Sami ukarali jedną osobę mandatem, a w jednym przypadku skierowali wniosek o ukaranie do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej. Dodajmy, że mandat od strażników może kosztować od 20 do 500 złotych.

Co z kubłami?

Ilość mandatów nie jest więc imponująca, ale strażnicy twierdzą, że wynika to z coraz większej świadomości mieszkańców. Ich spostrzeżenia potwierdza Adam Grzywacz, naczelnik Wydziału Gospodarki Miejskiej w bielskim magistracie. Jego zdaniem właściciele psów wiedzą, że po pupilu należy posprzątać i na ogół są na to przygotowani, to znaczy wyposażeni w woreczki. Czy pojemników z takimi woreczkami nie należałoby jednak ustawić w miejscach najbardziej uczęszczanych przez właścicieli psów?

Takie stoją na przykład w Kętach (foto). Na początek gmina ustawiła cztery pojemniki z zestawami higienicznymi (woreczek plus łopatka), a kiedy okazało się, że to rozwiązanie się przyjęło – dołożyła kolejne. Jak mówi „Kronice” dyrektor Wydziału Środowiska i Przedsiębiorczości kęckiego urzędu jeden pojemnik został zniszczony przez chuliganów, ale na tym się skończyło. Adam Grzywacz tłumaczy, że właśnie obawa przed chuligańskimi wybrykami powstrzymała urzędników przed wprowadzeniem tego rozwiązania w Bielsku-Białej.

Na zebraniu na Złotych Łanach pojawiła się też kwestia specjalnych kubłów, do których miały trafiać psie odchody. Kiedyś stały w mieście, ale ostatnio coraz trudniej je spotkać. Co się z nimi stało? – Trafiało do nich wszystko, tylko nie to, na co były przeznaczone – wyjaśnia „Kronice” naczelnik Grzywacz. Ale to nie może być wytłumaczenie dla tych, którzy nie mają zamiaru sprzątać.

Zapakowaną psią kupę można i należy wyrzucać w zwyczajne kosze na śmieci. Mieszkanka Złotych Łanów apeluje: – Ludzie, nie róbcie wiochy! Przecież to jest nasze wspólne miejsce do życia. Nie zanieczyszczajmy go w taki bezmyślny sposób – mówi bez ogródek.

(wm)


Rośnie pod Klimczokiem

Najwyższe drzewo w Polsce!

Na zboczu Klimczoka rośnie najwyższe drzewo w Polsce. Daglezja zielona ma aż 57 metrów wysokości.

Jak informuje Nadleśnictwo Bielsko, drzewo zostało odkryte przez leśnika Rafała Kozubka. Wykorzystał on dane z lotniczego skaningu laserowego z Centralnego Ośrodka Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej, a następnie sprawdził je w terenie przy pomocy dalmierza laserowego, uzyskując wynik 56,5 metra. Wynik ten został zweryfikowany na 57 metrów przez Piotra Gacha, autora strony internetowej Mojedrzewa.pl. Dokonał on pomiarów przy pomocy dalmierza „Nikon Forestry Pro” z dwóch różnych miejsc – ze stoku, na którym rośnie rekordowe drzewo oraz z przeciwległego. – Wynik 57 metrów to ostrożna średnia z wykonanych kilkudziesięciu pomiarów, z których około 90 procent mieściło się w przedziale 56,5-58 metrów – tłumaczą w bielskim nadleśnictwie.

Drzewo rośnie w lesie porastającym pasmo góry Klimczok, w gminie Wilkowice w Beskidzie Śląskim. Daglezja zielona (jedlica Douglasa) jest wyższa od dotychczasowych rekordzistów o ponad pięć metrów. – Dorodna daglezja rośnie w leśnictwie Biła w otoczeniu niewiele niższych od siebie drzew i dlatego nie wybija się wyraźnie ponad korony, przez co nie została wcześniej zauważona. Praktycznie każde drzewo w jej sąsiedztwie przekracza 45 metrów wysokości, a przynajmniej cztery mieszczą się w przedziale 53-55 metrów – przybliżają leśnicy. Mimo że wiek okazałej daglezji szacuje się na 115 lat, wykazuje ona dużą żywotność i potencjał do tego, aby śrubować swój rekord.

(mk)


Sieją słoneczniki

Bielska „Arka” zainaugurowała kolejną ogólnopolską ekologiczną akcję. Chce posadzić jak najwięcej słoneczników, by pomóc pszczołom. Partnerem przedsięwzięcia jest Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Akcja pod hasłem „SiejeMY słońce” rozpoczęła się 10 maja w Bielsku-Białej. Uczniowie z bielskich szkół umieszczali sadzonki słonecznika w doniczkach pochodzących z recyklingu, a przy tym wykorzystywali kompost z przydomowych skrzyń.

– Akcja promuje proste działania ekologiczne, w szczególności skupione na pomocy pszczołom i ptakom. Będziemy promować zakładanie ekologicznych ogrodów owocowo-warzywnych. Produkując owoce i warzywa we własnym ogrodzie w sposób przyjazny dla środowiska mamy zdrowszą żywność i ogromną satysfakcję. Będziemy zachęcali placówki oświatowe do tworzenia niewielkich miejsc przyjaznych ludziom, zwierzętom i przyrodzie – tłumaczy Wojciech Owczarz, prezes Fundacji Ekologicznej „Arka” z Bielska-Białej.

Organizatorzy żywią nadzieję, że własnoręczne wysianie warzyw, posadzenie drzew i krzewów owocowych pokaże dzieciom, że pokarm to nie tylko sterylnie zapakowane, krzyczące sztucznymi barwami produkty w supermarketach, ale część świata przyrody, którą można wykorzystywać z poszanowaniem jej zasad. Własny ogród może stać się oazą, ale także pracownią naukową w plenerze. – Ogród owocowo-warzywny może być piękny i pożyteczny. Założenie go i doglądanie to doskonały pretekst do rozmów o tym, czym się karmimy, do czego służy nam jedzenie, czym jest wszechobecna konsumpcja, co to jest rolnictwo przemysłowe i w jaki sposób niszczy środowisko naturalne poprzez ograniczanie bioróżnorodności – wskazuje Wojciech Owczarz.

Najnowsza inicjatywa „Arki” jest kolejną, którą dofinansował Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska w Katowicach.

(mk)


Do druku: PDF

Wydanie nr 9 z dnia 09.05.2018

Nauczycielka z Zielonym Czekiem

Doceniona przez Fundusz

Magdalena Jasińska z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Czechowicach-Dziedzicach odebrała „Zielony Czek”, prestiżową nagrodę Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Doceniono jej niezwykły projekt „Arboretum Inspiruje”.

23 kwietnia podczas uroczystej gali w Katowicach uhonorowano laureatów „Zielonych Czeków”. W kategorii „Szkolna edukacja dzieci i młodzieży” triumfowała Magdalena Jasińska, pracująca w czechowickim ZSP nr 2. Nagrodzono ją „za podnoszenie świadomości ekologicznej dzieci i młodzieży poprzez autorski program edukacji ekologicznej Arboretum Inspiruje, przekształcenie ogrodu przyszkolnego w arboretum i społeczne prowadzenie w nim zajęć dla innych szkół i przedszkoli”. – To duże wyróżnienie dla naszej szkoły i prowadzonych działań przyrodniczych. Nagroda docenia ogrom pracy włożony w projekt, ale daje też dużą dawkę pozytywnych emocji i siłę na kolejne wyzwania. Tu chciałam podziękować dyrektorowi szkoły Wojciechowi Mikowi za otwartość na moje pomysły. To on daje zielone światło na te działania i ten zielony czek to również jego zasługa – podkreśla Magdalena Jasińska.

Pomysł na przyrodniczy projekt w ówczesnym Gimnazjum Publicznym nr 1 narodził się w 2012 roku. Początkowo były to działania w przyszkolnym ogrodzie dla szkolnej młodzieży. – Z biegiem lat projekt zwiększał swój zasięg. Prowadziliśmy zajęcia na Pikniku Naukowym w Warszawie, w Śląskim Ogrodzie Botanicznym w Mikołowie, a w 2017 roku nawet poza granicami kraju – w Czechach i na Węgrzech w polonijnych szkołach – mówi laureatka. – Uczniowie są ważną częścią projektu. Jak nie najważniejszą! Pełnią podwójną rolę – są odbiorcami naszych przyrodniczych działań, ale także ich współtwórcami. Co roku wyłania się spośród szkolnej społeczności grupa przyrodniczych edukatorów – to ona prowadzi zajęcia w ogrodzie dla swoich kolegów czy uczniów z innych szkół – zaznacza.

Magdalena Jasińska nie zamierza osiąść na laurach. Ma ambitne plany. – One rodzą się same jako odpowiedź na kolejne konkursy grantowe, zapotrzebowanie uczniów czy w efekcie nawiązanych partnerstw i współpracy. Inspirujemy się cały czas i cały czas dzieje się coś nowego. W związku z faktem, że od tego roku szkolnego mamy pierwsze klasy szkoły podstawowej, myślimy nad stworzeniem uniwersytetu przyrodniczego dzieci, w którym starsi uczniowie będą „wykładowcami”. Chcielibyśmy także rozwijać współpracę ze szkołami polonijnymi – zdradza.
Magdalena Jasińska jest przykładem nauczyciela pełnego pasji, który poświęca swój prywatny czas dla dobra uczniów i środowiska. – Bardzo lubię działać i wymyślać nowe tematy, które realizujemy w ramach Arboretum Inspiruje, dlatego na co dzień nie myślę o tym, ile wkładam w to pracy. Bardziej patrzę na efekty – na to, co udało się osiągnąć i zrobić. A jest tego sporo: ścieżka dydaktyczna w przyszkolnym ogrodzie, dwie publikacje, zajęcia terenowe, wycieczki naukowe, konkursy… – wylicza.

Szkolny projekt nie po raz pierwszy został doceniony. Dość powiedzieć, że otrzymał jedenaście grantów na łączną kwotę 80 tysięcy złotych na działania przyrodnicze. Był też już wcześniej wyróżniony przez WFOŚiGW nagrodą „Eko-Aktywni 2014”. W zeszłym roku otrzymał „Słoneczniki” – nagrodę rodziców za najbardziej rozwojową inicjatywę dla dzieci na Śląsku w kategorii „Przyroda”. Projekt przebudowy przyszkolnego ogrodu wraz z budżetem został finalistą konkursu „Finansoaktywni – misja budżet”, organizowanego przez Ministerstwo Finansów. Magdalena Jasińska jest szczególnie dumna z wizyty w szkole Miry Stanisławskiej-Meysztowicz, założycielki Fundacji Nasza Ziemia.

„Zielone Czeki” to nagrody przyznawane przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach corocznie z okazji Dnia Ziemi. – Przyznając je już od 1994 roku doceniliśmy działalność ponad 260 osób i zespołów. Wysokość nagród przekroczyła już dwa miliony złotych. Przyznawanie tego typu wyróżnień jest niezwykle ważne dla Funduszu, by również w ten sposób wpływać na aktywność i postawy mieszkańców regionu. Wiele z nominowanych osób ma w swoim dorobku znakomite osiągnięcia, a przyznanie wyróżnień ma także walor promocyjny – jest to doskonała okazja, by mówić o osiągnięciach laureatów, tematach podejmowanych w pracach naukowych czy akcjach społecznych mających wpływ na to, czym oddychamy i jak dbamy o nasze najbliższe otoczenie. Wśród laureatów są przedstawiciele różnych środowisk, takich jak naukowcy, nauczyciele, dziennikarze, przedsiębiorcy oraz pasjonaci ochrony środowiska, którzy poświęcają swój wolny czas, by nam wszystkim żyło się „eko” – tłumaczą organizatorzy z WFOŚiGW.

(mk)


Pisarzowice: świetna zabawa, ważna lekcja

Co ma smog do smoków?

Młodzież ze szkół w gminie Wilamowice stworzyła kolorowe widowisko. W roli głównej wystąpiły smoki, ale tak naprawdę w centrum uwagi był smog. To była edukacja przez zabawę w szczytnym celu – ochrony środowiska.

Uczniowie przemaszerowali w barwnym korowodzie ulicami Pisarzowic na tamtejszy stadion. Część z nich, głównie najmłodsi, była przebrana za smoki. Przebrania były fantastyczne. Mieszkańcy, którzy nie byli zorientowani w czym rzecz, musieli się zastanawiać, czy to jawa, czy sen, czy Polska, czy raczej Chiny, gdzie w ten sposób świętuje się Rok Smoka.

W Pisarzowicach w centrum uwagi tak naprawdę był jednak nie smok, lecz SMOG. Bo tak jak kiedyś dzielny rycerz musiał walczyć ze smokiem, tak dzisiaj każdy młodzieniec (i nie tylko młodzieniec) powinien walczyć ze smogiem. Tak ideę imprezy tłumaczyła jej pomysłodawczyni, Barbara Zawada, nauczycielka biologii w Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II w Pisarzowicach.

Młodzież miała więc maski na twarzach, a w rękach transparenty, na przykład: „Kochasz dzieci, nie pal śmieci”, albo „Środowisko ponad wszystko”. Na stadionie w Pisarzowicach uczniowie zaprezentowali ciekawe przedstawienie, o tym jak ważne jest środowisko naturalne i jak wszyscy musimy o nie walczyć. Było barwnie, wesoło, a zarazem refleksyjnie. A wszystko to w szczytnym celu. – Chcieliśmy pokazać, że chcemy żyć czystym środowisku i oddychać czystym powietrzem – podsumowała Lidia Dziubek, dyrektor szkoły w Pisarzowicach.

(wm)


Bielsko, Czechowice:

Ikarusy kontra hybrydy

Czechowice-Dziedzice „uczą” Bielsko-Białą nowoczesności i ekologii. Za darmo! Co dostają w zamian? Brzydotę, smród i hałas…

Do takich wniosków doszli radni podczas ostatniej sesji w Czechowicach-Dziedzicach. Radny Kazimierz Kocur zauważył fakt, że miejscowe Przedsiębiorstwo Komunikacji Miejskiej puszcza na trasy do Bielska-Białej swoje najnowocześniejsze i najbardziej ekologiczne autobusy – dopiero co zakupione hybrydowe solarisy. A co dostaje w zamian od nieporównywalnie większego Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej? – Oni nam posyłają ikarusy, które nas trują – irytował się członek Rady Miejskiej.

Można się tylko zastanawiać, kto do kogo postanowi równać…

(mk)


Do druku: PDF

E-wydanie