Wydanie nr 24 z dnia 19.12.2018

>>> W Czechowicach już od 1 stycznia

16 złotych za śmieci

Już od stycznia mieszkańcy Czechowic-Dziedzic będą płacić miesięcznie 16 złotych od osoby za wywóz śmieci. Niedługo z tak znaczącymi podwyżkami, a może i większymi, będą się musieli zmierzyć mieszkańcy kolejnych gmin.

Informowaliśmy już o zdziwieniu władz miasta po otwarciu ofert przetargowych na świadczenie usług wywozu odpadów. Gmina szukała firmy, która podoła temu zadaniu przez 20 miesięcy, począwszy od 1 maja 2019 roku. Najtańszą ofertę przedstawił dotychczasowy operator – Sanit-Trans. Opiewa na 14 milionów złotych. Druga firma chciała o 4,5 miliona złotych więcej. Już wybór tej tańszej oferty oznaczał dla gminy zwiększenie miesięcznej raty za wywóz śmieci z 440 do 740 tysięcy złotych. Zdecydowano się przyjąć ofertę Sanit-Transu, zamiast organizować kolejny przetarg, bo była obawa, że w związku ze zmianą przepisów i sytuacją na rynku stawki poszybują jeszcze wyżej.

Rada Miejska już pogodziła się z drastycznymi podwyżkami i podczas dwóch grudniowych sesji „zaklepała” zmiany. Wejdą w życie nie w maju, ale już od 1 stycznia. Każdy mieszkaniec zapłaci za odbiór 16 złotych zamiast dotychczasowych 11 zł. Jeśli ktoś oddaje nieposegregowane śmieci, co miesiąc musi wyłożyć 32 złote. Żeby pokryć koszty umowy z firmą wywożącą odpady, podwyżki dla mieszkańców powinny być jeszcze wyższe. Zdecydowano się wprowadzić więc swoisty okres przejściowy. Oznacza to jednak, że w 2020 roku mieszkańcy będą musieli płacić co najmniej 18 złotych.
Decyzjom o wprowadzeniu podwyżek towarzyszyła burzliwa dyskusja. Wszyscy radni opozycyjnych klubów Rodzina Prawo Wspólnota i Prawo i Sprawiedliwość nie poparli zmian, ale – z racji tego, że większość w radzie ma Nowa Inicjatywa burmistrza – ich sprzeciw miał tylko wymiar symboliczny.

Opozycja miała swoje pomysły na to, by złagodzić mieszkańcom skutki podwyżek. Nie zgadzała się nawet z argumentem burmistrza, że ogłaszanie kolejnego przetargu na „obsługę śmieciową” może skończyć się spłynięciem tylko droższych ofert. Łukasz Dobucki z RPW stwierdził, że jest szansa, iż dzięki wynikom nowego przetargu cena za odbiór dla mieszkańca wyniesie 15, a nie 16 złotych. Jego klubowy kolega Radosław Hudziec też sugerował powtórzenie przetargu i poświęcenie więcej czasu na analizę najlepszych rozwiązań.

Mariusz Sekta z PiS-u domagał się w umowie z Sanit-Transem wprowadzenia klauzuli o możliwości jej renegocjacji i większego wglądu w finanse tej firmy. Argumentował, że jej nowe inwestycje mogą sprawić, że gospodarowanie śmieciami przyniesie jej większe korzyści niż obecnie. – Nie mamy prawa zaglądać do kieszeni przedsiębiorcy i sprawdzać, czy i w jaki sobie radzi z oddawaniem czy przetwarzaniem odpadów. Nie można tego zawrzeć w umowie – odpowiadał burmistrz Marian Błachut, który mówił o swojej strategii. Czyli o wykorzystaniu 20-miesięcznego okresu obowiązywania nowej umowy z Sanit-Transem na przygotowanie się do kolejnego okresu. Nie wyklucza możliwości powołania gminnej spółki śmieciowej.

Większość radnych i burmistrz nie zgadzali się z innymi pomysłami opozycji, które sprowadzały się do tego, by jedni mieszkańcy płacili więcej, aby drudzy mogli płacić mniej. Zmianę sposobu naliczania proponował Krzysztof Szczypka z RPW. – 10-osobowe gospodarstwo domowe za dwa miesiące zapłaci ponad trzysta złotych. Tu powinniśmy coś zrobić, by zróżnicować kwotę na osobę. Najwięcej śmieci wytwarzają gospodarstwa 4-osobowe. To jako samorząd, moglibyśmy zrobić, bo gros mieszkańców ta stawka nadwyręży. A są gminy, gdzie stawek jest bardzo dużo i są zróżnicowane – wskazywał. – Sprawiedliwego systemu nie ma – zauważył burmistrz. – Rodziny wielodzietne mają jeszcze program „500+”, ale co na przykład z samotnymi starszymi osobami czy wdowami? Ludzie, którzy mają marne emerytury i najmniej produkują śmieci będą musieli na siebie wziąć ten ciężar, by rodziny wielodzietne płaciły mniej? – pytał Marian Błachut. – Ja nie czuję się na siłach, by tworzyć model, według którego będziemy to tak wyliczać, by nikogo nie skrzywdzić. Na gorąco nie znajdziemy mądrego rozwiązania – spuentował.

(mk)


>>> Owoce i włóczka zamiast plastiku

Choinki nadziei

Zamiast plastikowych ozdób, na naturalnych choinkach powieszono cudeńka wykonane z włóczki, piór, a nawet owoców. A żeby rozświetlić drzewko, trzeba było… wsiąść na rower.

4 grudnia na placu Bolka i Lolka w Bielsku-Białej Fundacja Ekologiczna „Arka” zainaugurowała czternastą edycję ogólnopolskiej akcji pod hasłem „Choinki nadziei”. Pod „Sferą” stanęły trzy naturalne choinki. Uczniowie z bielskich szkół podstawowych najpierw powiesili naturalne ozdoby na świątecznych drzewkach, a następnie rozświetlili je pedałując na specjalnych rowerach.

– Nasza akcja łączy dwie tematyki: społeczną i ekologiczną. Zachęcamy do organizowania wydarzeń świątecznych w domach dziecka i domach opieki społecznej. Promujemy ekologiczne święta: zachęcamy do oszczędzania energii, ograniczenia odpadów, używania naturalnych choinek i niemarnowania jedzenia – mówi Wojciech Owczarz, pomysłodawca akcji i prezes Fundacji Ekologicznej ARKA. – W tym roku już po raz czternasty organizujemy w czasie przedświątecznym naszą choinkową akcję. Jej głównym celem jest kształtowanie szlachetnych i otwartych postaw wśród młodych ludzi. Cieszymy się, że każdego roku angażują się w nią całkowicie bezinteresownie dzieci i młodzież szkolna z całego kraju. W sumie to kilkaset szkół, które przygotowują programy świąteczne dla ponad dziesięciu tysięcy starszych osób. Również i w tym roku do wielu domów opieki społecznej i domów dziecka trafią naturalne choinki – dodaje.

(mk)


>>> Stu uczniów w akcji

Wysprzątali Czarnolesie

Aż stu uczniów z czechowickich szkół wzięło udział w kolejnej akcji „Sprzątania świata” w lesie nad brzegiem Jeziora Goczałkowickiego.

Akcja została zorganizowana przez Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 2, realizujący swój wieloletni projekt „Arboretum Inspiruje”, przy współpracy z Nadleśnictwem Bielsko. 6 listopada o 9.00 z pięciu różnych punktów zabrzeskiego lasu, zwanym Czarnolesiem, wyruszyły dwudziestoosobowe zespoły reprezentujące szkoły podstawowe nr 6, 8 i 10 z Czechowic-Dziedzic oraz SP nr 1 z Ligoty i SP w Zabrzegu. – Uczniowie pod opieką swoich nauczycieli oraz pracowników Lasów Państwowych przemierzyli łącznie kilkanaście kilometrów szlaków leśnych, zbierając po drodze porzucone przez niefrasobliwych uczestników wędrówek leśnych oraz mieszkańców śmieci. Trasa wszystkich grup zbiegała się w miejscu kończącym ścieżkę edukacyjną u korony zapory Jeziora Goczałkowickiego od strony Zabrzega – relacjonują organizatorzy.

Jak dodają, o zaangażowaniu uczniów i skali efektów ich trzygodzinnej pracy, ale tym samym o zatrważającym stosunku niektórych mieszkańców do środowiska naturalnego świadczy ilość zebranych śmieci – 760 kilogramów. W nagrodę Izabela Pigan z Nadleśnictwa Bielsko przekazała uczniom „leśne upominki”, a sponsor zadbał o strawę dla nich.

(mk)


>>> Żywiecki „Ekonom” o szkodliwości smogu

Pantomima i filmy

Uczniowie z Zespołu Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych w Żywcu zajęli drugie miejsce podczas Finału Lekcji Obywatelskich w Katowicach. Sukces był możliwy, dzięki pantomimie ukazującej szkodliwość smogu. W ubiegłym tygodniu uczniowie przedstawili ją na żywieckim Rynku.

Drugie miejsce żywieckiego „Ekonoma” była najwyższą lokatą ze szkół z Podbeskidzia. Do tak wysokiego miejsca przyczynili się uczniowie: Filip Jakubiec, Konrad Kubies, Bartłomiej Pietura, Jan Kluczkiewicz, Agnieszka Kłodziej, Oliwia Marcjasz, Patrycja Porębska, Dorota Czul i Patrycja Krestian pod opieką nauczycielek Bożeny Bednarz i Agnieszki Tomiczek. Szkoła otrzymała 2 tysiące złotych na projekt dotyczący poruszenia problemu smogu. W piątek, 14 grudnia, uczniowie w ramach swojego projektu „Żywiecki festiwal walki ze smogiem”, przygotowali występ na żywieckim Rynku. Po prezentacji uczniowie przeszli do kina „Janosik”, gdzie rozstrzygnięto konkurs dotyczący filmów o tematyce smogu i sportu. W kategorii film o smogu pierwsze miejsce przyznano Kacprowi Motyce, a drugie Agnieszcze Drobisz. Wyróżnienie otrzymał Sad Lee. Z kolei w kategorii film sportowy pierwszą nagrodę wręczono Łukaszowi Łatanikowi, a drugą Erykowi Obtułowiczowi. Wyróżnienie otrzymał Jakub Selmak.

(ps)

 


Do druku: PDF

Wydanie nr 23 z dnia 06.12.2018

>>> Ponad tysiąc interwencji

Strażnicy walczą ze smogiem

Straż miejska może kontrolować, czym palimy w piecach. Od niedawna uprawnienia strażników są jeszcze większe niż dotychczas.

Uzasadniając swoje interwencje straż miejska powołuje się na konkretne przepisy. Działa na podstawie otrzymanych od prezydenta Bielska-Białej upoważnień do wykonywania przez funkcjonariuszy straży miejskiej funkcji kontrolnych dotyczących przestrzegania i stosowania przepisów ustawy Prawo ochrony środowiska z 2001 roku. -Na podstawie artykułu 379 cytowanej ustawy wykonujący kontrolujący, czyli funkcjonariusz Straży Miejskiej w Bielsku-Białej, jest uprawniony do wstępu wraz z rzeczoznawcami i niezbędnym sprzętem na teren nieruchomości, do obiektu lub jego części, na których prowadzona jest działalność gospodarcza, a w godzinach od 6.00 do 22.00 na pozostały teren. Jest też uprawniony do przeprowadzania badań lub wykonywania innych niezbędnych czynności kontrolnych, żądania pisemnych lub ustnych informacji oraz wzywania i przesłuchiwania osób w zakresie niezbędnym do ustalenia stanu faktycznego, a także żądania okazania dokumentów i udostępnienia wszelkich danych mających związek z problematyką kontroli – wyjaśnia Krystian Kowalczyk, zastępca komendanta bielskiej straży miejskiej.

Są jednak osoby – wiemy to również z redakcyjnych telefonów – które upierają się, że nie wpuszczą strażników na teren swojej posesji. Co więc w przypadku, gdy ktoś nie zgodzi się na kontrolę? – Właściciel kontrolowanej nieruchomości ma obowiązek wpuszczenia funkcjonariuszy straży miejskiej w celu przeprowadzenia przedmiotowej kontroli. Jeżeli odmówi, to zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej zawartej w artykule 225 paragraf 1. kodeksu karnego: „Kto osobie uprawnionej do przeprowadzania kontroli w zakresie ochrony środowiska lub osobie przybranej jej do pomocy udaremnia lub utrudnia wykonanie czynności służbowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech” – tłumaczy zastępca komendanta.

Za stosowanie zakazanych paliw grożą wysokie kary. – Osoba, która stosuje w domowej kotłowni zakazane paliwo, wskazane w uchwale antysmogowej obowiązującej na terenie województwa śląskiego od 1 września 2017 roku, może w wyniku przeprowadzonej kontroli otrzymać mandat karny w wysokości do 500 złotych. W przypadku odmowy przyjęcia mandatu karnego, zostaje skierowany wniosek do sądu rejonowego o ukaranie. W postępowaniu przed sądem kara grzywny może wynieść do 5000 złotych – dodaje wicekomendant.

Okazuje się, że w 2018 roku bielskim strażnikom zgłoszono do tej pory (stan na połowę listopada) 1028 interwencji dotyczących spalania odpadów (to artykuł 191. Ustawy o odpadach) oraz stosowania paliw zabronionych (to z kolei artykuł 334 Ustawy prawo ochrony środowiska). – W przypadku stosowania paliw zabronionych, w tym okresie w ośmiu przypadkach sporządziliśmy wnioski do sądu o ukaranie – mówi Krystian Kowalczyk. Wówczas strażnicy nie mieli jeszcze uprawnień do nakładania grzywien w postępowaniu mandatowym. – Takie uprawnienia funkcjonariusze straży miejskich i gminnych otrzymali od listopada bieżącego roku, zgodnie z rozporządzeniem ministra spraw wewnętrznych i administracji z 11 października 2018 roku, zmieniającym rozporządzenie w sprawie wykroczeń, za które strażnicy są uprawnieni do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego – dodaje Krystian Kowalczyk.

(wm)


Zanurzeni w lesie

Źródłem niewyczerpanych inspiracji dla młodych recytatorów był las i jego tajemnice. Wyjątkowy konkurs, zorganizowany przez Nadleśnictwo Bielsko, wsparł finansowo Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Zadaniem uczestników konkursu przeprowadzonego Izbie Edukacji Leśnej Nadleśnictwa Bielsko było zaprezentowanie poezji i prozy związanej z lasem. – Recytowane utwory przeniosły słuchaczy w świat przyrody i pozwoliły na zanurzenie się w lesie. Konkurs pokazał, że las był źródłem inspiracji dla twórców literatury na przestrzeni dziejów, a wśród wielu funkcji, jakie pełni, warta podkreślenia jest kulturotwórcza – zwracają uwagę organizatorzy.

Jury po długich obradach wyłoniło laureatów trzech pierwszych miejsc w poszczególnych kategoriach wiekowych oraz przyznało łącznie cztery wyróżnienia. W kategorii klas IV-VI zwyciężył Krzysztof Gumola z Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Bielsku-Białej, który zaprezentował wiersz Bolesława Leśmiana „Topielec” oraz fragment „Hobbita” Tolkiena. W kategorii klas VII-VIII i III gimnazjum zwyciężył Dawid Jurczak ze Szkoły Podstawowej nr 6 w Czechowicach-Dziedzicach, który zaprezentował wiersz Jarosława Marka Rymkiewicza „Ogród w Milanówku, gipsowe krasnale” oraz „Szlachetne drzewo” Bruno Ferrero.

Nagrody, w postaci 6 plecaków i 10 powerbanków, zostały zakupione dzięki dofinansowaniu z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach w ramach projektu Nadleśnictwa Bielsko pn. „Las dla nas. My dla lasu”.

(mk)


>>> Fundusz dofinansował

Kolejna zielona pracownia

Jak grzyby po deszczu w regionie rosną „zielone pracownie”, otwierane dzięki wsparciu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

30 października taką pracownię otwarto w Szkole Podstawowej im. Jana Klicha w Wieprzu. W uroczystości wzięli udział między innymi wójt Maciej Mika, radni, urzędnicy, leśnicy, dyrektorzy gminnych szkół oraz przedstawiciele rady rodziców. Nie było to nudne wydarzenie, bowiem uczniowie zaserwowali zebranym efektowne pokazy fizyczne i chemiczne (na zdjęciu).

Dzięki dofinansowaniu z WFOŚiGW w Katowicach (30 tysięcy złotych) oraz Urzędu Gminy Radziechowy-Wieprz (7,5 tys. zł), szkoła może poszczycić się posiadaniem sali o nazwie „Zielona Pracownia Hydro – Eko – Life”, która zaprasza do zdobywania wiedzy przyrodniczej i z wielu innych dziedzin. Jej nadrzędnym celem jest rozwijanie w uczniach poczucia odpowiedzialności za środowisko, którego człowiek stanowi ważne ogniwo. W pracowni odbywać się będą lekcje chemii, biologii, przyrody, fizyki, geografii oraz lekcje wychowawcze o tematyce ekologicznej. Nowa sala i jej wyposażenie pozwoli na stworzenie przestrzeni dla uczniów łączącej funkcjonalność, przyjazny klimat z innowacyjnością rozwiązań i pomysłów na nowoczesną edukację.

(mk)


Mandaty dla drogowych kopciuchów

Bielska drogówka wzięła się za kierowców samochodów, za którymi ciągnie się chmura czarnego dymu. I zatrzymuje im dowody rejestracyjne.

14 listopada po raz kolejny policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej włączyli się do ogólnopolskiej akcji prewencyjnej pod hasłem „Smog”. – Ma ona na celu eliminowanie z ruchu pojazdów, których stan techniczny w oczywisty sposób, na przykład poprzez nadmierne zadymienie, wskazuje na nieprawidłowe działanie silnika lub uszkodzenie układu wydechowego, co może wpływać na zwiększoną emisję spalin. Akcja ma również charakter edukacyjny. Policjanci przypominają kierującym, że dający się we znaki smog, to również „zasługa” niesprawnych technicznie pojazdów emitujących spaliny o nadmiernej toksyczności – informuje Elwira Jurasz, rzecznik bielskiej komendy.

W trwających cały dzień działaniach wzięło udział 39 policjantów. Skontrolowali 111 pojazdów – nie tylko pod kątem ochrony przyrody. Wlepili 25 mandatów na 5 tysięcy złotych i zastosowali 56 pouczeń. Do sądu skierowali 6 wniosków o ukaranie. W 17 przypadkach zakwestionowano stan techniczny samochodów, a 13 z nich dotyczyło właśnie szkodzenia środowisku. W takich też sytuacjach zatrzymywano dowody rejestracyjne, by właściciele samochodów rozwiązali problemy techniczne i zweryfikowali to podczas przeglądu technicznego.

(mk)


Do druku: PDF

Wydanie nr 22 z dnia 22.11.2018

>>> Dzień Czystego Powietrza z pomocą Funduszu

Zaczęło się w Bielsku

Smog przyczynia się do 50 tysięcy zgonów rocznie – alarmuje bielska Fundacja Ekologiczna „Arka”. W Bielsku-Białej zorganizowała Dzień Czystego Powietrza. Podobne imprezy odbyły się w ponad stu miejscowościach w całej Polsce.

Już czternaście lat temu Fundacja Ekologiczna „Arka” ustanowiła Dzień Czystego Powietrza na 14 listopada. Jak przypomina Alicja Fober, edukatorka fundacji, to pomysł prezesa „Arki” Wojciecha Owczarza. Zwrócił on uwagę na problem smogu, gdy jeszcze był zupełnie bagatelizowany w debacie publicznej. Impulsem do działania był jego odwrót ze spaceru z roczną córką, gdy powietrze nie nadawało się nawet do takiej formy aktywności.

Na bielskim Rynku w happeningu wzięli udział uczniowie Dwujęzycznej Szkoły Podstawowej im. Kopalińskiego. Rozłożyli liczne banery, rozciągnęli 50-metrową taśmę symbolizującą ofiary smogu i głośno domagali się prawa do oddychania czystym powietrzem. Zwrócili tym uwagę spacerowiczów, którzy włączali się do dyskusji o smogu. Takie happeningi, dzięki „Arce”, zostały zorganizowane w przeszło stu polskich miejscowościach.

– To cieszy, że niewielkie działanie zainaugurowane przez nas w 2005 roku przekształciło się w duży, ogólnopolski projekt, który cały czas się rozwija. Często słyszę, że gdzieś organizowany jest Dzień Czystego Powietrza, organizatorzy nie wiedzą kto i kiedy powołał to święto, ale dla mnie nie ma to znaczenia – jestem dumny, że akcja się przyjęła – komentuje Wojciech Owczarz. – Celem akcji jest walka o czyste powietrze i uświadamianie społeczeństwu, jak poważne konsekwencje dla zdrowia i środowiska niesie palenie śmieci, odpadów meblowych czy węglowych w piecach domowych. Mamy w kraju coraz więcej czujników powietrza, badamy to, co trafia do naszych płuc i nie ma wątpliwości, że zarówno w miastach jak i małych miejscowościach w sezonie grzewczym sami, używając niewłaściwego opału, tworzymy śmiertelnie groźną mieszankę pyłów i gazów.

W sezonie grzewczym zanieczyszczenie powietrza trującymi pyłami wyraźnie wzrasta. Niestety, bardzo często jest to wina ludzkiej bezmyślności i niedoinformowania. Wciąż nie brak osób, które do pieców oprócz opału wrzucają odpady, takie jak odzież, butelki czy kawałki pomalowanego drewna. Dlaczego? Bo chcą zaoszczędzić lub zmniejszyć ilość produkowanych śmieci. W efekcie do atmosfery z pyłami i gazami trafiają toksyczne substancje: metale ciężkie, dioksyny i furany. To one są przyczyną wielu niebezpiecznych chorób, takich jak nowotwory, astma, nadciśnienie tętnicze, a także powodują obniżenie odporności, zaburzenia hormonalne i osłabienie zdolności rozrodczych. Nagłaśnianie problemu palenia śmieci i niskiej emisji jest niezwykle ważne. Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Komisję Europejską, na które powołują się działacze „Arki”, każdego roku z powodu zanieczyszczeń powietrza umiera blisko 50 tysięcy Polaków. – Jako osoba pracująca u podstaw z całym przekonaniem to mówię – świadomość ekologiczna wśród Polaków jest zbyt niska! Mamy jeszcze dużo do zrobienia, aby miejsca w których żyjemy, oddychamy, odżywiamy się, wychowujemy dzieci i troszczymy się o starszych dawały nam komfort i zdrowie – dodaje Alicja Fober.

Dzień Czystego Powietrza to akcja, która ma edukować społeczeństwo. Z jednej strony mówi o konsekwencjach palenia odpadów w kotłowniach, z drugiej pokazuje, w jaki sposób można poprawić jakość powietrza, którym na co dzień oddychamy. Na przestrzeni czternastu lat w ramach projektu odbyły się setki happeningów, warsztatów i przemarszów w całej Polsce. Organizowali je nie tylko członkowie fundacji, ale też nauczyciele i uczniowie placówek, które przyłączyły się do akcji.

Tę inicjatywę, jak wiele innych bielskiej „Arki”, dofinansował Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

(mk)


>>> Masakra rzeki w Bierach (cd.)

Wciąż szacują szkody

W dalszym ciągu nie wiadomo, czy odpowiedzialni za zniszczenie koryta Potoku Jasienickiego (Jasionki) w Bierach poniosą pełną odpowiedzialność. W spółce Wody Polskie informują, że jeszcze trwa szacowanie szkód.

Wracamy do bulwersującego zniszczenia potoku, którego koryto zostało zamienione w… leśną drogę. Sprawę tej dewastacji, do której doszło przeszło rok temu, bagatelizowały nie tylko lokalne władze, Lasy Państwowe, które zatrudniły bielską firmę i nie potrafiły jej przypilnować, ale nawet Ministerstwo Środowiska. Wyjątkową bierność wykazał nawet zarządca potoku, czyli będący obecnie w likwidacji Śląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Katowicach. Instytucja ta ograniczyła się tylko do powiadomienia policji po sygnałach od mieszkanki i dziennikarza. Nie skorzystała z przysługującej jej możliwości domagania się odszkodowania za zniszczenie rzeki i doprowadzenia do jej odtworzenia, co umożliwiają przepisy Prawa wodnego.

Zarządzające od początku roku tym potokiem Wody Polskie nie zostawiły suchej nitki na instytucjach odpowiedzialnych za prace i nadzór oraz zapowiedziały zdecydowane działania. „Naturalne koryto zostało zniszczone na skutek nielegalnie prowadzonych prac, zleconych przez PGL Lasy Państwowe. (…) Prace ziemne były prowadzone przez wykonawcę bez właściwego nadzoru ze strony ówczesnego administratora cieku (Śląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Katowicach oraz ze strony samego inwestora – Nadleśnictwa Bielsko. (…) Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach, zdając sobie sprawę ze skutków dewastacji naturalnego koryta potoku, nie może pozwolić na zaniechanie roszczeń. Po rozpoznaniu przysługujących Wodom Polskim uprawnień, wynikających z przepisów prawa w przedmiotowej sprawie i przyjęciu wariantu postępowania RZGW w Gliwicach będzie dążył do wykorzystania wszelkich możliwości, również odszkodowawczych, względem winnego naruszenia Prawa wodnego” – poinformowała redakcję na początku lata Linda Hoffman, rzecznik prasowa zarządu z Gliwic.

Wszystko wskazuje na to, że do zupełnego wyjaśnienia sprawy jeszcze daleko. – Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach serdecznie dziękuje opinii publicznej za zainteresowanie tematem dewastacji naturalnego koryta Potoku Jasienickiego w Bierach, które zostało zniszczone na skutek nielegalnie prowadzonych prac ziemnych, zleconych przez PGL Lasy Państwowe. Gliwickie Wody Polskie zostały administratorem przedmiotowego potoku w bieżącym roku, mocą ustawy Prawo Wodne z 20 lipca 2017 roku, przejmując go od poprzedniego zarządcy – Śląskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Katowicach. Z chwilą przekazania Wodom Polskim dokumentacji cieku i zapoznaniu się ze szczegółami sytuacji, związanymi ze zniszczeniem koryta potoku rozpoczęto bezzwłoczne rozpatrywanie możliwych wariantów postępowania, przy jednoczesnym zdziwieniu, że ŚZMiUW nie wykorzystał katalogu działań, jakie mu przysługiwały z mocy prawa. W tej chwili w Zarządzie Zlewni w Katowicach – jednostce organizacyjnej Wód Polskich, trwają czynności mające na celu przygotowanie operatu szacującego szkody. O krokach podjętych w dalszej kolejności, póki co RZGW w Gliwicach nie będzie informował ze względu na dobro tej rozwojowej sprawy – informuje Linda Hoffman.

Do tematu będziemy wracać.

(mk)


>>> W Siennej dla przedszkolaków i uczniów

Zielone lekcje

Uczniowie Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Siennej mają do dyspozycji nowoczesną „Zieloną pracownię”. Uroczyste otwarcie nastąpiło w październiku.

Jest to świetnie wyposażona sala lekcyjna (m.in. w tablicę interaktywną, projektory, laptopy, czy mikroskopy), w której uczniowie szkoły podstawowej zgłębiają tajniki biologii, chemii czy przyrody. Z pracowni korzystają także przedszkolaki, biorąc udział w zajęciach przyrodniczo-ekologicznych.

Całkowity koszt jej stworzenia to około 31,3 tys. zł. Pieniądze pochodzą w całości z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Pierwsze działania szkoła podjęła rok temu. Najpierw złożono wniosek w konkursie „Zielona pracownia – projekt”, w ramach którego WFOŚiGW przyznał placówce w Siennej blisko 6,3 tys. zł do wykorzystania jako wkład własny przy okazji startu w głównym konkursie „Zielona pracownia”.

To już trzecia tego typu pracownia w gminie Lipowa. Pierwszą otwarto w Twardorzeczce, drugą w Słotwinie.

(best)

Foto: Z pracowni korzystają wszyscy uczniowie, od najmłodszych do najstarszych.


Do druku: PDF

E-wydanie